Sonii :)

sobota, 6 kwietnia 2013

IMAGIN.


Cztery lata temu przyszła na świat Darcy, dziewczynka miała od urodzenia piękne blond loki i zielone wesołe oczy. Kiedy skończyła dwa latka urządzała przyjęcia dla swoich lalek i misiów, przechadzała się po domu w stroju księżniczki. Przy niej Harry cieszył się każdym dniem nawet tym w którym nic mu nie wychodziło, ona jednym najmniejszym uśmiechem sprawiała radość całej rodzinie. Kiedy twój mąż był w trasie urządzałyście wiele przyjęć na które zapraszałyście wszystkie dzieci z sąsiedztwa, jeździłyście na lekcje baletu oczywiście to ona tańczyła ty tylko obserwowałaś uważnie każdy jej ruch. Czasami kiedy coś jej się nie udawało jeździłyście do zabawkowego po nową lalkę lub kupowałyście kolejną piękną sukienkę. Dziewczynka była waszym światem, Harry dzwonił do was każdego dnia lecz oczywiście cos musiało zniszczyć wasze szczęście. Darcy pomimo tego że od początku swojego życia była sławna nigdy nikt nie zrobił jej zdjęcia ani nie miał szansy przeprowadzić z nią wywiadu. Harry za każdym razem gdy o nią pytali mówił że nie chce jej niszczyć dzieciństwa, mówił że chce aby była normalna i dojrzała wśród normalnych ludzi. Kiedy słyszałaś te słowa twoje serce jakby pękało, wiedziałaś że dziewczynka ma raka i umrze w ciągu kilku lat. Nigdy o tym nie mówiliście przy dziennikarzach właściwie tylko wy wiedzieliście, każdy myślał że jest zdrowa a częste wizyty w szpitalu tłumaczyliście brakiem odporności dziewczynki lub twoim twoim panicznym strachem przed chorobami. Były dni kiedy myślałaś tylko o tym ile dni jej jeszcze zostało ale bywały momenty kiedy zupełnie zapominałaś o jej chorobie i cieszyłaś się nią jak każda matka. Kiedy pewnego dnia podczas próby zasłabła rzuciłaś się w jej stronę ze łzami w oczach, jej choreografka natychmiastowo zadzwoniła po pomoc a ty modliłaś się aby to nie było to co myślisz aby to nie był ten dzień. Mocno przytuliłaś do siebie bezwładne ciało dziecka i trzymałaś je tak mocno jak tylko się da. Po policzkach spływały ci słone łzy które jakby przysłoniły mgłą wszystkie dobre wspomnienia a zamiast tego ukazywały najgorszą przyszłość.Zrozumiałaś że nigdy tak na prawdę nie byłaś świadoma tego że dziewczynka odejdzie, słyszałaś to wiele razy i rozmawiałaś na ten temat z Harrym ale nigdy nie byłaś na to gotowa. Karetka przyjechała po dziesięciu minutach, położyli dziewczynkę na noszach, przykryli jej malutkie ciało kocem i wyjechali z sali. Bez zastanowienia sięgnęłaś po telefon i zadzwoniłaś do męża.
Ty: Zaczęło sie... HARRY TO SIĘ ZACZĘŁO
H: Uspokój się, będzie dobrze nic się nie zaczęło... Gdzie jesteś?
Ty: W szkole baletowej. Ona zemdlała, upadła na ziemię jakby straciła panowanie nad ciałem... jakby umarła na moich oczach.
H: Już po ciebie jadę.
Chłopak rozłączył się a ty rzuciłaś telefonem w lustrzaną ścianę, która po zderzeniu z urządzeniem pękła na miliony małych kawałków. Runęła jak twoje dotychczasowe życie nagle bez wahania. Do pomieszczenia wbiegło kilka kobiet które starały sie ciebie uspokoić, przytulały cie i obiecały że będzie dobrze.
Ty: PRZESTAŃCIE I TK WIECIE ŻE TAK NIE BĘDZIE! ODEJDŹCIE! ZOSTAWCIE MNIE SAMĄ...
Kobiety posłusznie wyszły a ty wstałaś z podłogi i podeszłaś do lustra przy oknie które jakimś cudem ocalało. Twój idealny makijaż spłynął wraz ze łzami, włosy mieniły się od małych kawałków lustra które w nie wpadły, a z dłoni leciała krew. Czerwone krople zmieniły się w małe kałuże a odbicie z każdą sekundą przestawało przypominać ciebie. Mimo wszystko teraz z grobowym spokojem wpatrywałaś się w lustro, a w środku? A w środku każda część twojego ciała sie trzęsła ze strachu. W pewnym momencie do pomieszczenia ktoś wbiegł, nie zdążyłaś się odwrócić ponieważ postać unieruchomiła cie mocnym uściskiem. Po chwili zastanowienia wyczułaś perfumy Harrego, podniosłaś głowę i odwzajemniłaś jego uścisk.
Ty: Ja nie wiem co się stało, ona tańczyła tak pięknie i delikatnie jak zwykle aż w pewnym momencie upadła. Leżała prawie że martwa na tej podłodze, miała zamknięte oczy i się nie ruszała. Jakaś kobieta wezwała pomoc a ja ją trzymałam. Czułam jak staje się coraz zimniejsza...
H: Spokojnie, uspokój się.
Ty: Ona umiera prawda?
H: Tak, nie chcę ciebie smucić ale tak.
Chłopak zaprowadził cie powoli do samochodu i ruszył w stronę szpitala, całą drogę miałaś w głowie jej twarz kiedy upadała. Miała na niej wtedy dziwny wręcz niepokojący wyraz szczęścia, nie wyglądała na umierającą aż do momentu kiedy dotknęła ziemi. Wtedy jej blond włosy jakby straciły blask, pięknie opalona skóra pobladła a temperatura ciała spadła. Miałaś w głowie tylko ten jeden obraz, nic innego nie było tylko to. Każde wesołe wspomnienie znikło, albo zmieniło się w cos co rani i sprawia że chcesz zapomnieć. Ból który rozdzierał twoje serce narastał z każdą chwilą, chciałaś tylko położyć się koło niej i zasnąć. Samochód stanął a Loczek delikatnie wyciągnął cie z niego, w poczekalni stała mała dziewczynka która przykuła twoją uwagę. Uśmiechała się do mamy, pokazywała jej coś a kobieta ubrana w jakieś łachmany tylko pokręciła głową i odeszła.
H: Ja przyjechałem do córki, czteroletnia blondynka.
P: Przywieziona ze szkoły baletowej?
H: Tak.
P: Dziewczynka zmarła ale mogą się państwo z nią pożegnać...
Dopiero teraz z oczu Harrego wypłynęły łzy, dopiero teraz coś w nim pękło. A ty upadłaś na ziemię, nie miałaś już siły tego słuchać, jednak po chwili chłopak cie podniósł i poszliście do pomieszczenia w którym leżało wasze dziecko. Loczek wszedł jako pierwszy a ty stałaś chwilę przed drzwiami aby się chociaż trochę uspokoić. Kiedy otworzyłaś drzwi i weszłaś do pomieszczenia jedyne co zauważyłaś to czarny worek a włoku niego setki zakrwawionych bandaży. Chłopak prawie natychmiast do ciebie podbiegł i starał się ciebie wyprowadzić z pomieszczenia, jednak ty nie dawałaś za wygraną. Szarpałaś się i rzucałaś chciałaś do niej podejść chciałaś ją pocałować po raz ostatni, chciałaś sie tylko pożegnać jednak chłopak ci nie pozwolił. Na korytarzu upadłaś na ziemię i krzyczałaś, kiedy lekarze chcieli ci pomóc wyrywałaś się i błagałaś aby ratowali twoje jedyne dziecko. W pewnym momencie poczułaś ukłucie i zasnęłaś. Kiedy wstałaś rany na rękach były zaszyte a obok twojego łóżka leżało łóżeczko dla nowo narodzonych dzieci, spojrzałaś do niego. Leżała w nim Darcy, miała bladą ale spokojna twarz a jej usta delikatnie wykrzywione były w uśmiech.
H: Byłaś dobrą matką aż do samego końca, pomimo że była z nami tylko te cztery lata to sprawiłaś ze mogła cieszyć się każdą chwilą swojego życia. Dawałaś jej wszystko od miłości po zabawki. Przy tobie czuła sie bezpieczna a kiedy wyjeżdżałaś mówiła tylko o tobie. Byłaś i nadal jesteś dla niej idealną matką, pomimo że jej tu nie ma to w twoim sercu niech zostanie na zawsze.
Pokiwałaś głową i pożegnałaś się z dziewczynką, do sali weszła pielęgniarka i ją zabrała. Pomachałaś malutkiej dziewczynce na pożegnanie, trudno było ci się z nią rozstać ale w końcu teraz będzie jej lepiej.
PÓŁ ROKU PÓŹNIEJ
Dzisiaj wypadałyby jej piąte urodziny, cała rodzina zebrała się na cmentarzu włoku jej małego grobu. Na stole stojącym obok nagrobka znajdował się tort czekoladowy z pięcioma świeczkami, jej ulubiona książka i kilka lalek. Zaśpiewaliście jej sto lat a Harry zaśpiewał dla niej kilka innych dziecięcych piosenek, wszyscy płakali a ty się uśmiechałaś ponieważ czułaś jej obecność. Miałaś świadomość że nawet jeśli nie ona zdmuchnie te świeczki to właśnie ona będzie je zdmuchiwać co roku w waszych sercach. Kiedy świeczki zapłonęły za tortem zauważyłaś uśmiechniętą Darcy, dziewczynka nie podeszła do ciebie ale cichutko wyszeptała ,,Dziękuję mamusiu że jesteś" uśmiechnęłaś się a Harry podszedł do ciebie i otarł ci z policzka jedną łzę. Kiedy spojrzał w kierunku malutkiej postaci uśmiechnął się a ty pierwszy raz od jej śmierci czułaś się jak w rodzinie.

via: Imaginy Little Smile.

~ Ola x

 
                                                                                                   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz